Tydzień temu Pilla, żona Lindego, poszła do Lasu na grzyby i tyle ją widzieli. Linde powiada, że pewnikiem jakiś potwór ją porwał. A teraz przed jego chałupą stoi jak posąg skamieniała baba. Tyle, że nie wiadomo, czy to Pilla, czy jej siostra bliźniaczka Irina - bo obie gdzieś przepadły, a z twarzy jedna drugiej podobna.
Linde mówi, że w Lesie zalęgło się paskudztwo i trza je ubić, zanim się do kolejnych ludzi dobierze. A żeby chętnych nie zabrakło, obiecuje taką zapłatę, że niejeden gotów dla niej nawet do Lasu wejść.
A Las lepiej zostawić w spokoju. Człowiek wchodzi tam jedną ścieżką, a wraca z drugiej strony wsi. Jeśli w ogóle wraca. Coś tam szura po krzakach, coś patrzy zza drzew, a czasem słychać straszne głosy, choć nikogo nie widać.
A że nijakiego wiedźmaka z bajek w okolicy ni ma, to trza samemu do roboty się brać. Wyście żadni bohaterowie. Jesteśta zwykli wsiowi, jeno ta nagroda pilnie wam potrzebna.
Stary Jędrzej, myśliwy już wpółślepy i z pamięcią dziurawą jak stary worek, powiada, że gdzieś w lesie mieszka pustelnik, co wszystkie leśne stwory zna. Może będzie wiedział, gdzie szukać bazyliszka. Jędrzej nawet mapę narysował. Tylko nikt nie wie, czy stary góry z dołem przy tem nie pomylił.
Macie pochodnię, nóż, może siekierę, albo i jakąś starą kuszę. I bardzo, bardzo zły koncept, co by do Lasu wejść.
Ale grosz sam nie przyjdzie.
To co, poszli?
Sesja już się odbyła — zapisy są zamknięte.