Powrót do artykułów
FelietonPublicystyka

Jak wyjaśnić RPG w dwóch zdaniach (i rzucić krytyczną porażkę)

O wyzwaniach w trakcie rodzinnych przesłuchań i lęku przed prostymi odpowiedziami

4 minuty czytania
Data publikacji: 4.03.2026

Są takie daty, na które przeciętny erpegowiec spogląda strwożony. Daty, kiedy należy odwiesić woreczek z kośćmi, odstawić podręcznik na półkę, zdmuchnąć świeczki, wypuścić graczy z piwnicy i iść się umyć.

A po co cały ten stres i problemy? Bo nadchodzą święta / urodziny / imieniny / ślub / chrzest / pogrzeb / generyczna sytuacja towarzyska i czas odwiedzić rodzinę. Nie dodam „niepotrzebne skreślić”, bo by kusiło skreślić wszystko.

No może przesadzam. Bliscy są ważni, a że na co dzień potrafię odegrać szopa pracza podszywającego się pod człowieka i z marzeniem o karierze w nielegalnych wyścigach samochodowych, to chyba dam radę odegrać sympatycznego uczestnika okolicznościowego spędu. Im będzie miło, jest szansa, że mi również, a do tego najem się potraw z dzieciństwa i jeszcze mi za to podziękują. I gdzieś między śledziem a sernikiem (koniecznie z rodzynkami i nie zapraszam do dyskusji), kiedy już skończą się tradycyjne tematy do rozmów o drugim dziecku trzeciego szwagra kuzynki teściowej sąsiadki, a wujasy z przeciwnych obozów politycznych stracą głosy od udowadniania własnej głupoty, padnie w końcu TO pytanie: „O co właściwie chodzi w tych twoich grach”? No masz ci los. Jak tym normickim dziewicom wytłumaczyć RPG?

Kiedyś było prościej. Mówiło się, że „to taka gra, że są gracze i oni to jakby aktorzy, no i jest mistrz gry, taki jakby reżyser i tak sobie odgrywamy i wyobrażamy, coś jak zabawa w teatr z dodatkowymi zasadami”. Niestety, jeżeli coś wyniosłem z przebywania na współczesnych grupkach erpegowców, to podprogowo zakodowaną awersję do określeń „aktor” i „reżyser” w kontekście tego szacownego hobby. Jak każdy mężczyzna w dowolnym wieku, dalej nie jestem pewien, kim jestem i czeka mnie wędrówka do odkrycia siebie, ale za to dzięki naszej wspierającej społeczności wiem chociaż, że nie jestem aktorem. Aktor to tytuł zawodowy, zarezerwowany wyłącznie dla absolwentów szkół aktorskich, i wara z nim od prostego erpegowego ludu.

No to może by tak przy tym całym definiowaniu RPG wesprzeć się współczesną popkulturą? Powoływanie się na „Stranger Things” może nie zadziała na babcię, ale kuzynostwo powinno ogarnąć. Na drodze staje jednak nowy problem: szacunek do samego siebie. No bo jak to, mam wskazywać D&D jako przykład RPG? Prędzej mi palec uschnie! A poza tym oni tam głównie turlają kostkami, jak w jakimś Monopoly czy innym Talizmanie. Do tego rzucają zaklęcia i walczą z potworami, a przecież RPG to poważna sztuka o zgłębianiu tajników ludzkiej psychiki poprzez projekcję naszych traum poprzez postaci w pełnym alegorii settingu. Jak ubijaniem potwornej masy za kopce złota można to wszystko oddać? I te dzieciaki mają jeszcze figurki, od których już tylko rzut beretem do zabawy lalkami. Nie, poszukam innych sposobów.

Od czego mam XXI wiek i dostęp do całej wiedzy w zasięgu paru kliknięć. Niech się mądrzejsi mądrują z definicjami. Hmmm… same artykuły na kilka akapitów. Coś o jakichś kulturach… Na pewno da się prościej. O! Cambridge Dictionary proponuje „gra rozgrywana przy stole lub online, w której grupa osób tworzy postaci i odgrywa je w historii rozwijanej w miarę postępu gry”. Ładne, zgrabne, ujmuje wszystkie gatunki i sprytnie wyrzuca poza nawias te solowe abominacje. To tak właśnie im powiem. „Czyli to coś jak zabawa w dom albo policjantów i złodziei, ale się siedzi przy stole?” pyta najmłodsza uczestniczka dyskusji. Czy ta latorośl właśnie porównała moją jedenastą muzę do dziecięcej zabawy?

Czuję jak blednę i czerwienieję równocześnie, dłonie zaczynają się pocić, ciało dygotać, a głos grzęźnie w momentalnie wysuszonym gardle. Żadnej riposty, nic, a przecież nie może mieć racji. Z trudem sięgam po szklankę wody licząc, że będzie zatruta i pozbawi mnie nagle wypranego z sensu życia. Niestety, jest tylko gazowana. Pytania ustają, już wiedzą, co chcieli. Temat zmienia się na nowe, na pewno wzięte na nieopłacalny kredyt, auto sąsiada. Rozmowa poszła naprzód, ale nie ja. Ja dalej tkwię w miejscu, z gorzką świadomością, że RPG to tylko zabawa dla dużych dzieci.

Udostępnij

Studzin
Autor
Studzin
Gram, prowadzę, piszę, organizuję konwenty, nagrywam podcasty. Niczego z powyższych nie robię za dobrze, ale przynajmniej zawszę mogę to usprawiedliwić tymi pozostałymi rzeczami na głowie.

Nie przegap

FelietonPublicystyka
Pan i władca na krańcu stołu
4 minuty czytania
18.03.2026
Powrót do artykułów

Czytaj dalej