Powrót do artykułów
FelietonPublicystyka

Dopóki walczysz, jesteś erpegowcem (niestety)

O powszechności i nadmiarze walki w erpegach

4 minuty czytania
Data publikacji: 24.04.2026

Chciałem ostatnio sprawdzić jedną rzecz w bibliotece, ale ochrona na wejściu powiedziała, że już zaraz zamykają i mnie nie wpuszczą. Pobiłem ich więc do nieprzytomności. Brzmi mało prawdopodobnie? W RPG to absolutna norma.

Jest taki cały dział poradników dla MG o tym, jak nie sprawić, by drużyna zamieniła się w tzw. murder hobo. Termin ten oznaczał ekipę, która nie była zainteresowana bycia częścią świata, tj. istotami z rodzinami, członkami społeczeństwa itd., a zwyczajnymi avatarami chodzącymi i mordującymi dla zysku co się da. Takie erpeżki jak się kiedyś grało w GTA. Chodzę i strzelam i jest fajnie. Obecnie murder hobo stosujemy raczej do opisu drużyn, które większość trudności rozwiązują przemocą, przeważnie śmiertelną. Nie wnikając dalej w meandry terminologii, wspomniane poradniki skupiają się na tym, jak zniechęcić graczy do prostych siłowych rozwiązań każdego problemu i jak zbalansować je sprytem, negocjacjami i tego typu sprawami.

Po co cały ten powyższy wywód? Bo celuję w chociaż 600 słów? Być może, ale nie tylko. Rozwiązań z poradników nie będę przytaczał. Zastosowanie mają głównie w graniu tradycyjnym i tylko część zestarzała się jak wino. Większość raczej jak mleko. Najprostsze z możliwych przytoczyłem ostatnio: pogadajmy o tym czego chcemy, czego nie i tyle. Jednak tutaj chciałbym się skupić na innym, raczej niespotykanym. A może by tak po prostu zupełnie wywalić mechanikę walki z naszego stołu RPG?

Już dostrzegam łunę pochodni rosnącą na horyzoncie, więc pozwolę sobie ją przyspieszyć. Walka jest tanim chwytem, który ma podbić nieco stawki i przekazać większą sprawczość w ręce graczy. Bo w końcu w walce każdy ma swoją turę i nie ma takiego ryzyka, że kogoś się zupełnie pominie, a konkretne zasady w pewnym sensie wiążą ręce MG dla wielu ciulowych zagrywek. Jakie inne korzyści z niej wynikają? To erpegowy ekwiwalent fast fooda: kiepskie, ale łatwo dostępne i syci. Oczywiście znajdzie się niejeden fan taktycznego zarządzania akcjami na planszy. I bardzo fajnie. Nie trzeba mieć gustu, by grać w erepgi (#NieZnacieSię, hehe). Niech będą gry, które odpowiadają na takie potrzeby. Jakby nie patrzeć, najpopularniejszy erpeg świata odpowiada głównie na taką potrzebę. I nie ma się co dziwić: wywodzi się wprost z gier bitewnych, gdzie bitka jest w zasadzie dosłownie napisana na opakowaniu. Ale na cholerę mi takie zasady w każdym innym tytule?

Nie mówię tutaj o zupełnym wyeliminowaniu rozwiązań opartych o przemoc fizyczną z dostępnej palety (chociaż osobiście nie miałbym wiele przeciwko). Mówię o zrównaniu ich do tego samego poziomu mechanicznego, co wszystkie inne. Może wtedy pozostałe opcje wydadzą się bardziej atrakcyjne? Może wtedy prędzej powiemy do MG, że jego wiązanie rąk graczom nikogo nie bawi, zamiast sięgać po proste rozwiązanie w postaci zmechanizowanej walki? Tak jak robią to często, wciąż mało popularne, ale coraz bardziej dostrzegalne, systemy PbtA (Powered by the Apocalypse). Jednak nawet tam niejednokrotnie można spotkać szereg ruchów, które mają na celu nieco skomplikować starcia i niby naprawić braki w PbtA. Jakby wziąć zabytkową rzeźbę i oblać farbą, żeby ładniej wyglądała.

Wróćmy na moment do atrakcyjności złożonej walki. Czy spowolnienie biegu fikcji do poziomu paru sekund na parę minut w realu naprawdę jest takie emocjonujące? Jak jesteś taktykiem, to być może, ale ośmielę się zasugerować, że to jednak niszowa zajawka. Nie wśród obecnych erpegowców, ale tutaj znów ośmielę się zasugerować, że powszechność taktyczności w erppgach zniechęciła do nich niejedną osobę, która owej zajawki nie podzielała. To wieje nudą. Przed chwilą wcielałem się w jakiegoś typa w wyobrażonym świecie, mówiąc i gestykulując jak on, starając się poczuć w jego skórze i emocjonalnie oddać, a teraz mam zamienić się w turowego taktyka? Jak to się niby spina? To jak szachowy boks. Znajdą się chętni do takiej zabawy, ale typowy szachista i typowy bokser jednak odmówią.

Do czego zmierzam? Do nawołania o wywalenie walki z erpeżków? Nie mam złudzeń, że to się nie zdarzy. Do ograniczenia jej? Zaprzestania traktowania jak immanentnego elementu naszego hobby? Byłoby miło. Ale może tylko mi i niewielkiej grupie mi podobnych. Może jesteśmy w mniejszości. Nie mam na to żadnych badań ani dowodów. Nie podałem też sensownych rozwiązań. Na szczęście to tylko krótki felieton, zatem nie muszę się silić na rzetelność, ani nawet na szczerość, więc wnoszę o wywalenie walki z erpeżków, bo chuja się znacie.

Udostępnij

Studzin
Autor
Studzin
Gram, prowadzę, piszę, organizuję konwenty, nagrywam podcasty. Niczego z powyższych nie robię za dobrze, ale przynajmniej zawszę mogę to usprawiedliwić tymi pozostałymi rzeczami na głowie.

Nie przegap

Publicystyka
Rzut oka na Age of Vikings: The Cursed Farm
3 minuty czytania
23.04.2026
NewsyPublicystyka
Twoja przygoda z Pirat Borg zaczyna się…
3 minuty czytania
16.04.2026
Publicystyka
O rozpoczęciu przygody i ważności Briefingu
2 minuty czytania
9.04.2026
Powrót do artykułów

Czytaj dalej

Konwenty
Zapisy na Toporiadę 2026 wystarowały
2 minuty czytania
25.04.2026