O Kai Solskiej już pisaliśmy i przyznam, że za każdym razem, kiedy trafia do mnie kolejna jej gra, jest to dla mnie ogromna przyjemność. Chyba przede wszystkim dlatego, że nigdy do końca nie wiem, czego się spodziewać. Kaja potrafi wziąć pomysł, który na pierwszy rzut oka brzmi niepozornie, czasem wręcz absurdalnie, a potem zrobić z niego małą grę, przy której człowiek nagle zaczyna zastanawiać się nad życiem, marzeniami i tym, dlaczego właściwie wydał ostatnie monety na wymianę sparciałego sznurka.

Nie inaczej jest z „Mytem”, jednoosobową grą pamiętnikową przygotowaną na One Page RPG Jam 2026. Tym razem nie będziemy ratować świata, zabijać smoków ani przedzierać się przez lochy. Będziemy pilnować przeprawy przez rzekę. I oczywiście pobierać za to myto.
Bo wszystkie porządne mosty w okolicy zajęły już trolle. Takie prawdziwe, będące, jak określa je sama autorka, szlachtą wśród strażników przepraw. My jednak trollem nie jesteśmy. Mamy za to marzenie, odrobinę przedsiębiorczości i kawałek miejsca nad rzeką, na którym spróbujemy zbudować własny mały interes.
Zanim zaczniemy pobierać opłaty
„Myto” jest grą solo, w której prowadzimy pamiętnik istoty zajmującej się własną przeprawą. Na początku za pomocą rzutów ustalamy, kim właściwie jesteśmy, czego pilnujemy, jak się nazywamy oraz czym będziemy przekonywać bardziej opornych klientów do uiszczenia stosownej opłaty.
I już tutaj zaczyna się zabawa.
Możemy zostać leśnym elfem, który jako najmłodszy z rodzeństwa nie odziedziczył nawet zagajnika, gnomem uciekającym przed rodzinną hodowlą prawdziwków, duchem próbującym pośmiertnie naprawić swoją reputację, wampirem zbierającym pieniądze na odzyskanie zamczyska, golemem pragnącym wreszcie żyć na własny rachunek albo sfinksem, który chce podszkolić się przed turniejem zagadek w Gizie.
Do tego dochodzą równie majestatyczne imiona. Stara Wierzba nad Czarną Tonią brzmi przecież jak ktoś, komu bez dyskusji zapłacilibyśmy za przejście. Jest też Dziki Kieł Trzeci, Cień Wielkiej Góry, Samotny Dąb, Przyjaciel Nieba i… Janek. Tak. Po prostu Janek.
Nasza przeprawa również nie musi być szczególnie imponująca. Możemy pilnować brodu, zbutwiałej kładki, powalonego drzewa, kilku kamieni wystających z wody, niepewnego mostu linowego albo tratwy, która, i jest to moje ulubione określenie, trzyma się na słowo honoru.
Klient nasz pan. Chyba, że nie chce zapłacić
Każdy dzień działalności opisujemy jako kolejny wpis w dzienniku. Powinniśmy zawrzeć w nim przynajmniej jedno spotkanie z kimś próbującym przedostać się na drugi brzeg. A klientela potrafi być naprawdę różnorodna.
Może zjawić się czarownica jadąca na sabat na wielkim czarnym kogucie, kupiec wracający z niesprzedanym towarem, wygnany szlachcic, klasztorny medyk, skaldka zmierzająca na turniej poetycki albo ktoś, kogo nasza postać bardzo dobrze znała w przeszłości.
Oczywiście samo pojawienie się klienta nie oznacza jeszcze zarobku.
Po podaniu ceny sprawdzamy jego reakcję. Może uznać opłatę za tak niską, że jeszcze zostawi nam napiwek. Może po prostu zapłacić. Może również stwierdzić, że chyba oszaleliśmy i za przejście po tych trzech kamieniach wystających z rzeki tyle pieniędzy nie da.
Wtedy możemy spróbować go przekonać.
A argumenty mamy bardzo konkretne.
Maczuga nabita ostrymi kamieniami? Jest. Złowrogie spojrzenie? Oczywiście. Zwój z zaklęciem, którego właściwie nie potrafimy przeczytać? Czemu nie. Zardzewiały miecz dwuręczny, którym można nie tylko oberwać, ale jeszcze dostać tężca? Jak najbardziej. Do wyboru pozostają także cięty język oraz ryk przenikający aż do kości.
Tyle że takie metody mają konsekwencje. Wieści się rozchodzą i kolejni podróżni mogą już przyjechać przekonani, że u nas jest zwyczajnie za drogo. I właśnie takie drobiazgi sprawiają, że pod bardzo lekką, humorystyczną otoczką „Myta” kryje się całkiem sympatyczny mały mechanizm zarządzania własnym interesem.
Biznes nad rzeką nie jest prosty
Im więcej klientów korzysta z przeprawy, albo przynajmniej się przy niej pojawia, tym szybciej zaczyna się ona zużywać. Po zakończeniu dnia sprawdzamy więc, czy coś się przypadkiem nie rozpadło. Może obluzowała się deska, ktoś zabrał kamień albo pozostawił po sobie jakiś napis.
Naprawa kosztuje.
Możemy oczywiście machnąć ręką i zostawić wszystko tak, jak jest, ale stan przeprawy wpływa później na nastawienie klientów. Trudno zresztą dziwić się komuś, kto kręci nosem na wysoką cenę za przejście przez most, któremu właśnie odpadła połowa desek.
Cztery nienaprawione szkody oznaczają koniec zabawy w przedsiębiorcę, przeprawa staje się niezdatna do użytku i trzeba poszukać innego miejsca albo zastanowić się, czy pogoń za naszym marzeniem rzeczywiście miała sens.
Na szczęście zarobionych monet nie musimy wydawać wyłącznie na łatanie dziur. Swoją przeprawę możemy również ulepszać.
I tutaj Kaja ponownie daje nam mnóstwo uroczych drobiazgów. Możemy postawić malutkie geranium, rozwiesić lampiony, ustawić posążek bóstwa albo wyjątkowo ozdobny kamień. Możemy wymienić starą drogę, drewno czy liny, a jeśli uzbieramy trochę więcej, wybudować pomost, kładkę, mostek, kapliczkę, stację pocztową albo źródło wody. Ulepszenia nie są przy tym wyłącznie ozdobnikiem, bo pozwalają obsługiwać większą liczbę klientów bez zwiększania ryzyka zużycia przeprawy.
Mała gra o całkiem dużych marzeniach
Najbardziej podoba mi się jednak to, że „Myto” nie narzuca nam klasycznego zwycięstwa. Nie istnieje określona liczba monet, którą trzeba zgromadzić, ani poziom przeprawy, który oznacza, że właśnie wygraliśmy.
Gra kończy się wtedy, kiedy nasza postać spełni swoje marzenie. Albo kiedy dojdzie do wniosku, że wcale nie tego potrzebowała od życia. Możemy też zwyczajnie uznać, że jej historia dobiegła końca. Ostatni wpis w pamiętniku ma być podsumowaniem całej przygody, tego, czego postać się nauczyła i co zamierza zrobić dalej.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię takie niewielkie gry.

„Myto” można potraktować jako lekką, zabawną historię o sfinksie pobierającym pieniądze za przejście przez rozpadającą się kładkę i straszącym niezadowolonych klientów rykiem. Ale równie dobrze może z tego powstać opowieść o kimś, kto próbuje zacząć od początku, zbudować coś własnego i po drodze odkrywa, że jego pierwotne marzenie wcale nie było tym, czego naprawdę szukał.
A wszystko zaczyna się od kawałka rzeki, kilku monet i przeprawy trzymającej się na słowo honoru.
Do gry potrzebujemy jedynie zestawu kości wielościennych, czegoś do pisania i rysowania oraz spokojnej chwili. Za tekst odpowiada Kaja Solska, ilustracje pochodzą od Hounskull, a przy grze współpracowali Jakub „Hechłok” Hakało, Marek „Izzy” Izraelski i Paulina „Kiraśna” Radziszewska. „Myto” powstało we współpracy z kolektywem Spółdzielnia na One Page RPG Jam 2026.
Jeśli urzekło Was „Myto” to koniecznie zajrzyjcie na stronę Kai Solskiej.