Weekend, wieczór. W całym mieście liczne przygotowania do imprez. Młodsi, starsi, średni również, każdy chętny z czasem, energią, kasą i elastycznym sumieniem szykuje się do wyjścia. Czy tym razem noc zapewni im to, czego od niej oczekują? Nie wiem, bo ten tekst nie będzie miał z nimi nic wspólnego.
My udajemy się do o wiele ciekawszego miejsca. Do stołu, przy którym grane jest RPG! Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Grupa dorosłych osób dokonała właśnie niemożliwego: znalazła dla siebie czas. I jakby tego było mało, to postanowiła wykorzystać go do oddania się najszlachetniejszemu z zajęć: udawania kogoś innego.
Przy stole mamy klasyczny zbiór archetypów i mówię tu nie o postaciach, a o graczach. Słowo „role” w RPG nie jest od odgrywania roli czy wcielania się w postać. Ośmielam się stwierdzić, że trafniej będzie oddawało nasze role przy stole. Zawsze znajdziemy Mechanika, który zna zasady lepiej od autorów. Nie zabraknie też Skryby, pochodnej protokolanta sądowego, którego wszyscy uwielbiamy, gdy notuje, i nienawidzimy, gdy czyta to wszystko inaczej, niż zapamiętaliśmy.

Jest też jedna szczególna rola. Na pewno kojarzycie ten typ. Początkowo wszystko wydaje się w porządku. Przychodzi na sesję, nie spóźnia się, nawet rzuci paczką chipsów i powie, że ładna pogoda ostatnio. To wyłącznie dla uśpienia czujności, bo gdy tylko nadarzy się okazja, jego złodziej ogołoci pozostałych do suchej nitki, a na powszechne oburzenie odparuje, że „to nie ja, to moja postać by tak zrobiła”. Mowa oczywiście o Dupku.
Nie będziemy się tutaj bawić w żadne definicje, bo z Dupkiem jak z koniem: jaki jest, każdy widzi. Któż z nas nie miał tej przyjemności dowiedzieć się od współgracza, że do niczego się nie nadaje, bo nie idzie zgodnie z najnowszą metą? Któż nie został przyjacielsko poklepany po plecach sztyletem podczas podziału łupów? Komóż oszczędzono upokarzania swojej postaci przed innymi, bo Dupek miał „Kontrolę Umysłu” i się nudził? Przykłady niestety można mnożyć godzinami.
Pytanie co teraz z kimś takim począć? Mały to problem, jeżeli mamy do czynienia ze względnie obcą osobą. Wystarczy nie zapraszać na kolejne sesje. Nie uratuje to tej obecnej, ale przyszłe już jak najbardziej. Ale co jeżeli planujemy jednostrzał i będzie się liczyło tu i teraz? Albo jest to osoba nam bliska, której sami byśmy nie podejrzewali o bycie taką erpegową parówą? Tutaj uratują nas niesławne BHSy, czyli Bezlitosne Haki na Skur***ństwo.

Naprawdę nie wiem w jaki sposób te cudowne narzędzia dorobiły się tak kiepskiej sławy. Podejrzewam, że to zasługa ich beznadziejnego marketingu. BHSy nie są po to, by nam wiązać ręce, jak się komuś kolanko obetrze i to się nie spodoba. Jeżeli do tego doszło, to narzędzia już nas zawiodły. One mówią „słuchaj, tutaj będziemy grać tak i tak, więc jak lubisz inaczej, to lepiej tu nie podchodź”. Nie mają nas ograniczać, wręcz przeciwnie. Pozwalają na totalne jazdy w ustalonym wcześniej zakresie. Nie raz miałem wrażenie, że chyba przeginam. Patrzyłem z powątpiewaniem po stole, zastanawiając się, czy ten [opis rzeczy, którą redakcja mocno zasugerowała ocenzurować] nie przekracza granic. „Może tutaj się zatrzymam i reszta za zasłoną?” pytałem w pół zdania. „A po co? Miał być gruby shit, to go grajmy” słyszałem w odpowiedzi. Wspaniale.
Ale jak to się ma Dupka? Ano tak, że jego immanentną cechą jest granie narcystyczne, czyli jemu ma się podobać, jemu ma pasować, jego wizja rozgrywki ma być realizowana, nieważne co się za nią kryje. Z kolei BHSy mówią, że to wszystkim ma być dobrze, więc są naturalnym dupkowym kryptonitem. Zwalczasz towarzyszy zamiast przeciwników? Nie na to się umawialiśmy, zmień to natychmiast, bo PvP gramy kiedy indziej. Bijesz się z każdym NPC, chociaż miał być melodramat? Murderhobo jest przy innym stole kolego. Wyzywasz wszystkich w mecie, za otrzymanie ciosu w plecy? To miała być intryga szpiegowska i podsadzanie świń, więc może idź bić smoki w lochach? Tak, tak – grać można wszystko, ale pod jednym warunkiem: wszyscy wiemy, na co się piszemy.

Są jednak przypadki szczególne, które po prostu lubią chodzić tam, gdzie ewidentnie nie pasują i uprzykrzać życie innym. W takiej sytuacji proponuję nową, poważniejszą kategorię narzędzi BHS. Zamiast karty X – młotek X. Zamiast zasłon i granic – kajdanki i kneble. Kary finansowe w regulaminie stołu. Prawo erpegowego talionu: wybiłeś ząb mojej postaci? To teraz sam go stracisz.
Być może przeginam w drugą stronę. Być może przez lata zdążyłem dorobić się zbyt dużych oczekiwań, jak na przykład meta-gry zespołowej w tym zespołowym hobby. Kto wie? Ale nawet nie liznąłem jeszcze szerszego tematu Dupka-MG, więc zaryzykuję stwierdzenie, że jakaś forma obrony jest nam potrzebna. Zostawiam was z ostatnim, najważniejszym narzędziem BHS: lustrem. Nie każde z nas będzie Dupkiem, ale Dupek może objawić się w każdym. Lepiej więc rozpoznać go w sobie i pohamować, zanim inni to zrobią i sięgną po młotek X.