Stare porzekadło ludowe stanowi, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Stosuje się je najczęściej w hierarchicznych systemach, bo brzmi ładniej niż zwyczajowe „nie pyskuj”. Nawet jeżeli milczenie przy stole RPG może okazać się złotem, to dzisiaj będzie o jego podkategorii. Zatem zacznijmy od tezy: mowa jest srebrem, milczenie złotem, a przemilczenie gównem.
Jednym z zaskakująco często powracających problemów przy stole, na który MG, zwłaszcza nowi, szukają rozwiązania na grupkach internetowych (prawie napisałem forach i bym się spruł, żem dziad), jest: „mam przygodę, ale gracze idą zupełnie gdzie indziej”. Proponowane rozwiązania zależą od tego, gdzie się trafi. Można usłyszeć garść porad jak uatrakcyjnić konkretną ścieżkę, równocześnie nie pchając ich tam bezpośrednio.
Zwykle w odpowiedzi na te porady powstanie seria kontrporad z kategorii „nie graj w trad”, jakimi ci świadomi, mądrzy i wyedukowani erpegowcy, rozumiejący termin „trad” z politowaniem raczą się podzielić z tym biednym MG, który nie zaakceptował jeszcze OSR czy innego Bakera jako pana i zbawiciela. Kłótnie nad tym, czy dominujący wciąż zdecydowaną większość sesji trad jest gorszy czy lepszy, i czy w ogóle istnieje, oraz czy „zagraj w coś innego” jest akceptowalnym rozwiązaniem problemu, pozostawiam komentującym, a sam stawiam inne pytanie. Dlaczego przy takich problemach tak rzadko pada odpowiedź „ustalcie to nad stołem”?

Ja wiem, że immersja, obietnica wolności i tururu i tarara, ale nimi zajmiemy się innym razem. Tutaj skupmy się na czymś bardziej podstawowym. Na komunikacji. A w zasadzie to na jej braku. Zacznijmy może od tego, że zgodnie z IDzD (kto wie, ten wie), zazwyczaj przychodzimy na sesję, by mówić, a nie rozmawiać czy słuchać. Czekam tylko na swoją kolej, aż będę mógł coś odegrać, wykonać akcję itd. Nie wiem, skąd się to bierze. Powszechne przebodźcowanie? Skrócony attention span? Zapożyczenie z gier planszowych? Pandemia narcyzmu? PTSD po Jesiennej Gawędzie? W efekcie nie gramy razem, tylko obok siebie. A jak MG wstanie i pójdzie do WC, to nastaje cisza przy stole.
Nie chodzi o ciągłe skupienie, bo kto by nie odpłynął przy piętnastym epitecie używanym przez MG, podkreślającym piękno i dostojność napotkanego hrabiego, albo przy opisie ósmej sytuacji z historii współgracza, z której ledwo co uszedł z życiem, a dopiero kończy opowiadać o okresie przedszkolnym. Jak ktoś przynudza, to można się nudzić, jednak nastawiajmy się na rozrywkę, a nie na przebrnięcie przez morze pierdół, by móc dorzucić w końcu swoje dwa grosze, prawdopodobnie niewiele więcej warte.

Problemy w komunikacji to nie tak rzadko poruszana kwestia. Porady typu „słuchajcie się”, „grajcie do siebie”, „myślcie o innych”, „dzielcie się spotlightem”, „nie wywołujcie wojny bez konsultacji z sojusznikami” można przeczytać w wielu poradnikach dla nowicjuszy. Warto tu jednak dodać, zdecydowanie rzadziej spotykane „mówcie czego chcecie”. No bo czy gracz RPG to jest stereotypowa dziewczyna zapraszana na randkę, by oczekiwał, że cała reszta przy stole domyśli się jakie ma potrzeby i je spełni? Jak już trafi się bardziej rozgarnięta ekipa i zada pytanie „jak lubisz grać?”, to warto mieć coś więcej do powiedzenia niż „normlanie, w Warhammera”.
Pod parasolem z napisem RPG mieści się całe mnóstwo możliwości, stylów, sposobów, podejść, rozwiązań, odpowiedzi. Jedni lubią dramy i Wampira, inni błoto i Warhammera, a jeszcze inni nie mają gustu i lubią D&D i to wszystko jest w porządku i sporo z tych elementów można zapewniać różnymi sposobami w odmiennych systemach. Jednak marne są szanse, by dostać to, czego się chce bądź nie, jeżeli się tego nie powie. Dwa felietony temu pisałem o Dupku. Zanim go zwyzywacie, to dajcie mu najpierw znać o jego przypadłości. Może nie wiedzieć, że nim jest. Przy braku poprawy stosujemy BHS typu drzwi X, czyli zakaz przychodzenia na sesję, ale a nuż odnajdzie w sobie dobrego współgracza. Po takiego warto się schylić.

Czy komunikacja rozwiąże wszystkie wasze problemy? Oczywiście nie. Niektórzy po prostu czerpią satysfakcję z kłótni i sprawiania innym przykrości, ale takich należy trzymać z dala od stołu i zaproponować karierę w polityce. Jednak raport IDzD stanowi jasno: zdecydowaną większość trudności podczas codziennych sesji zwalczycie zwykłą rozmową nad stołem. Słuchajcie się i mówcie czego chcecie. Bez tego pozostaje nam tylko podział na tury i ścisłe trzymanie się zasad, a to już praktycznie planszówka, czyli prostsza, gorsza i głupsza siostra szlachetnej muzy RPG.