Sto pięćdziesiąt lat temu Mars został odcięty od Ziemi. Potężny syndrom Kesslera sprawił, że podróż na rodzinną planetę ludzkości stała się praktycznie niemożliwa, więc mieszkańcom Czerwonej Planety pozostało jedno: radzić sobie samemu. I trzeba przyznać, że całkiem nieźle im to wyszło. Powstało nowe społeczeństwo, własna kultura, kolonie zaczęły się rozwijać i wszystko jakoś się kręciło. Do czasu.

Sześć miesięcy temu pomiędzy koloniami Aurorae i Capri spadł meteoryt. Pozostawił po sobie półkilometrowy krater i coś znacznie gorszego. Nieznany wcześniej rodzaj promieniowania nazwany Radiance. Pod jego wpływem mężczyźni zaczęli wpadać w morderczy szał i atakować każdego, kto znalazł się w pobliżu. Ci, którym udało się przeżyć, uciekli podziemnymi tunelami do kolejnych kolonii, nieświadomie zabierając skażenie ze sobą. Ostatecznie jedynym sposobem na zatrzymanie jego dalszego rozprzestrzeniania okazało się zawalenie przejścia przez Coprates Chasma.
I właśnie tutaj zaczyna się Mars Watch.
Rządy poszczególnych kolonii przestały istnieć, a w ich miejsce powołano pierwszą ogólnomarsjańską organizację wojskową, tytułową Mars Watch. Pomoc z Ziemi nie nadejdzie, nie ma też dokąd uciekać. Pozostaje więc utrzymać linię i spróbować ocalić tyle Marsa, ile jeszcze się da.
Mars Watch to militarne science fiction połączone z survival horrorem, oparte na mechanice Powered by the Apocalypse. Jest przy tym niemal jubileuszową, drugą edycją The Watch, nagrodzonego tytułem Indie Game of the Year w 2017 roku. Tym razem dostajemy jednak zupełnie nowy setting, poprawione i doprecyzowane zasady, trzy scenariusze kampanii oraz nowy playbook The Stag.
Sama kampania nie opowiada jednak o tym, czy bohaterowie wygrają. Ważniejsze jest pytanie, ile będzie ich to kosztowało i ilu z nich w ogóle dotrwa do końca. Radiance jest tutaj czymś więcej niż tylko kolejnym kosmicznym zagrożeniem. Twórcy otwarcie traktują je jako alegorię patriarchatu i brutalnej białej supremacji. W tle pojawiają się również megakorporacje, które zależnie od sytuacji mogą zarówno walczyć z zagrożeniem, jak i działać na jego korzyść.
Mechanicznie całość ma pozostać stosunkowo lekka. Zasady potrzebne graczom mieszczą się na zaledwie dwóch dwustronnych kartkach, a półscenariuszowa konstrukcja kampanii ma pozwolić prowadzić Mars Watch przy minimalnym przygotowaniu, szczególnie jeśli MG zna już inne gry spod szyldu PBTA.
Co ważne, projekt jest już napisany i przetestowany. Kampania crowdfundingowa nie ma więc finansować powstawania gry od zera, a jedynie jej ostatnie szlify, redakcję i przygotowanie ilustracji. Twórcy podkreślają przy tym, że grafiki będą wykonywane przez ludzi, a generatywna AI nie zostanie wykorzystana na żadnym etapie projektu.
Jeżeli więc macie ochotę na PBTA, w którym zamiast kolejnej wesołej wycieczki po kosmosie dostaniecie odciętego od Ziemi Marsa, rozpadające się kolonie, wojskową kampanię i tajemnicze skażenie zmieniające ludzi w brutalnych napastników, Mars Watch zdecydowanie odwiedzić stronę zbiórki.