Powrót do artykułów
Recenzje

Piraci, elfy i potwory – czyli recenzja przedpremierowa Warhammer Fantasy Roleplay: Temple of Spite

Mroczne wody mrocznego świata roją się od mrocznych rzeczy. W tym przypadku od Mrocznych Elfów.

3 minuty czytania
Data publikacji: 28.02.2026

Temple of Spite, to dodatek który zabierze was na mroczne wody oceanów skąpanych wojną.

Tematem przewodnim podręcznika są Mroczne Elfy, a konkretnie tytułowa “Świątynia Urazy”, będąca zarówno świątynią, jak i statkiem siejącym postrach wśród innych miłośników otwartych zbiorników wodnych.

Elfy z koszmarów

Mroczne Elfy, zwane także Druchii w elfickim języku, dla większości ludzi są jedynie bajką którą opowiada się niegrzecznym dzieciom. Okropne potwory z lodowatą skórą i stalowymi zębiskami.

Na nieszczęście wszystkich, Druchii istnieją naprawdę.

Nie różnią się zbytnio od innych elfów z wyjątkiem lekko bledszej cery i częściej czarnych włosów. Przez to jednak łatwo jest im wtopić się w otoczenie, obserwować i czekać na okazję aby zrealizować któryś ze swoich nieludzkich, okrutnych planów.

Miłośnicy mordów, mistrzowie tortur i wierni wyznawcy mrocznych bogów swej rasy. To właśnie Druchii.

Sam podręcznik zagłębia się jeszcze bardziej w ich kulturę, poglądy i historię sięgającą czasów pierwszej wojny z Chaosem.

Pomimo ciekawej historii, Mroczne Elfy same w sobie nie wydają mi się być czymś szczególnie specjalnym. W świecie Warhammera nie brak nam grup, których cała filozofia obraca się wokół zemsty i mordowania.

Mimo tego, widzę w nich potencjał, który jeśli dobrze wykorzystany, może  ciekawie urozmaicić wasze przygody. Zwłaszcza podczas żeglugi. 

Naggaroth- Kraina Chłodu

Naggaroth to kontynent kontrolowany przez Mroczne Elfy. 

Kiedy ocaleńcy tej rasy pod przywództwem Maleriona przybyli po raz pierwszy do tej niegościnnej krainy, zdecydowali się uczynić ją swoim domem do momentu, w którym będą mogli zrealizować swoją zemstę.

Nie brak tu wielkich miast, świątyń, zamków i innych ciekawych (aczkolwiek groźnych) miejsc.

Mimo faktu, że Druchii zamieszkują to miejsce od pokoleń i opanowali sporą jego część, to kraina ta, jest tak samo niebezpieczna dla nich, jak i dla każdego wędrowca mającego pecha aby tu trafić.

Świątynia Urazy

Tytułowa “Świątynia Urazy” (ang. Temple of Spite), to ogromna arka napędzana zarówno mroczną magią Druchii, jak i technologią. 

Oczywiście dowodzą nią Mroczne Elfy stanowiące większość załogi i personelu Świątyni. 

Poprzez swój kolosalny rozmiar, Świątynia podzielona jest na masę części i sekcji, z czego każda ma swoje zadanie, a razem, tworzą jeden, współistniejący mechanizm (który czasem może szwankować przez wewnętrzne intrygi i sprzeczki).

Podczas rejsów, Świątyni towarzyszą tak zwane Czarne Arki, czyli pomniejsze okręty Druchii podróżujące w jej cieniu. Każda z nich to abominacja odzwierciedlająca pokręcony i makabryczny charakter oraz praktyki swojej załogi.

Poza Mrocznymi Elfami, Świątynię zamieszkują także inne stwory i potworności. Większość  z nich to “zwierzątka bojowe” Druchii, ale nie brakuje tu także niewolników i jeńców zmuszanych do pracy.

Koncept Świątyni Urazy osobiście bardzo mi się podoba. Pływające prawie-miasto z własną wewnętrzną polityką, strukturą i intrygami, będące legendą wśród żeglarzy. Sama infiltracja tego monstrum to bez wątpienia materiał na długą i ciekawą przygodę dla waszej drużyny.

Mrok, krew i magia

W podręczniku nie brakuje dokładnych opisów wewnętrznych struktur (zarówno budowlanych jak i socjalnych) Świątyni, nowych mechanik, zahaczek fabularnych, nowego sprzętu, przeciwników, zaklęć, potworów i wielu innych rzeczy utrzymanych w piracko-mroczno-krwawo-magicznym klimacie.

Tak więc podsumowując. Temple of Spite to ciekawa, pełna pomysłów, książka, która bez wątpienia urozmaici wasze pirackie podróże i wzbogaci je o ten słynny “Edgy feel”.

Jeśli chodzi o samo ułożenie i czytelność podręcznika, to czyta się całkiem przyjemnie. Wszystko jest przejrzyście i schematycznie ułożone co pomaga w nawigowaniu między stronami i rozdziałami. Wszystko to okraszone jest bardzo ładnymi, spójnymi stylistycznie grafikami.

Całość zamyka się w 130 stronach (czyli nie jest to też cegła).

Czy polecam? Dla fanów WH Fantasy owszem.

Książkę można obecnie zamówić w przedsprzedaży na stronie Cubicle7.

Udostępnij

Xen0
Autor
Xen0
Rzucam kośćmi i gadam o dziwnych rzeczach. Jestem założycielem kanału Lore of Darkness oraz współtwórcą miesięcznika "To Się Wytnie". Możliwe też że jestem wampirem.

Nie przegap

NewsyRecenzje
Rzut oka na Black Powder and Brimstone
5 minut czytania
23.03.2026
Recenzje
Kozackie przygody na Dzikich Polach
3 minuty czytania
20.03.2026
Powrót do artykułów

Czytaj dalej

Recenzje
Kozackie przygody na Dzikich Polach
3 minuty czytania
20.03.2026