Budapeszt końca XIX wieku. Kawiarnie pełne artystów, technologiczny postęp, polityczne intrygi, spirytyści, arystokraci i miasto coraz śmielej wkraczające w nowoczesność. Brzmi całkiem przyjemnie. Problem w tym, że pod tą elegancką fasadą najwyraźniej czai się coś, czego raczej nie chcielibyśmy spotkać po zmroku.

Budapest 1899 od Dragonmount Press zabiera nas do stolicy Węgier u schyłku XIX wieku i proponuje okultystyczną grę śledczą, w której granica pomiędzy prawdziwą zbrodnią, miejską legendą i zjawiskiem nadprzyrodzonym jest wyjątkowo cienka.
Co więcej, twórcy sięgają po prawdziwe sprawy kryminalne, lokalne tajemnice, folklor oraz autentyczne postacie historyczne.
Budapeszt, rok 1899
Jesteśmy w jednym z najnowocześniejszych miast ówczesnej Europy. Rozwija się technologia i architektura, kwitnie nocne życie, artyści przesiadują w kawiarniach, a nad wszystkim unosi się cień monarchii austro-węgierskiej.
Tylko że coś tutaj zdecydowanie nie gra.

W mieście dochodzi do kolejnych dziwnych przestępstw i wydarzeń, których nie da się łatwo wyjaśnić. Postacie, zgromadzone przez tajemniczy Instytut, mają zbadać te przypadki i zdecydować, z czym właściwie mają do czynienia.
Każda wskazówka może mieć przyziemne albo okultystyczne wyjaśnienie. Czy świadek naprawdę widział ducha ognia? Czy za tajemniczym pożarem stoi coś nadprzyrodzonego? A może ktoś po prostu wykorzystuje ludzkie przesądy?
Poszczególne sprawy mają przy tym łączyć się w większą całość. Początkowo wszystko może wyglądać na serię przypadków, ale z czasem zza kolejnych śledztw zacznie wyłaniać się znacznie większy spisek.
Potwór czy człowiek?
I właśnie ten element wydaje mi się tutaj najciekawszy.
Budapest 1899 nie zakłada od początku, że każde dziwne wydarzenie musi mieć nadprzyrodzone źródło. To gracze mają odkryć, czy za sprawą stoi człowiek, oszust wykorzystujący przesądy, czy rzeczywiście coś nie z tego świata.
Twórcy czerpią przy tym z folkloru węgierskiego, wschodnioeuropejskiego i słowiańskiego. Duchy, podmieńcy i istoty znane z dawnych podań mogą więc pojawiać się w kolejnych śledztwach ale pojawienie się legendy nie oznacza jeszcze, że legenda jest prawdziwa.

Historyczni bohaterowie
Przygotowane postacie graczy zostały oparte na prawdziwych osobach żyjących w tamtej epoce.
Znajdziemy wśród nich Ilkę Pálmay, słynną aktorkę i śpiewaczkę operetkową, oraz Adelmę Vay, arystokratkę, spirytystkę i uzdrowicielkę prowadzącą pierwszy krąg spirytystyczny w Budapeszcie.
Jest także Ármin Vámbéry, badacz Wschodu władający 25 językami; Róza Pilisy, pisarka i madame prestiżowego domu publicznego; István Károlyi, arystokrata, były żołnierz i miłośnik pojedynków; oraz Ernő Gschwindt, przemysłowiec, chemik i alchemik posiadający własne laboratorium.
Krótko mówiąc: całkiem odpowiednia ekipa do badania okultystycznych zbrodni.
Finalna wersja gry pozwoli również stworzyć własnego bohatera od podstaw.
Clockwork Engine
Za mechanikę odpowiada autorski Clockwork Engine. Podczas testu rzucamy k10 oraz kością odpowiedniego Atrybutu — k4, k6, k8 lub k10. Bohaterowie posiadają cztery Atrybuty: Fizyczność, Precyzję, Umysł i Intuicję, a sukces wymaga uzyskania wyniku powyżej 10.
Ciekawie rozwiązano tutaj porażki. Za każdy punkt wyniku poniżej 10 otrzymujemy Resolve, czyli Determinację, którą później możemy wykorzystać do aktywowania zdolności postaci. Nieudany test nie oznacza więc wyłącznie straty — może dać nam przewagę w przyszłości.
Nie znajdziemy tutaj również klasycznych Punktów Życia. Obrażenia wpływają na Atrybuty i nakładają na związane z nimi testy Disadvantage. Jeżeli oberwiemy zbyt mocno, możemy nawet dojść do momentu, w którym testy danego Atrybutu będą automatycznie kończyły się porażką.
Bohaterowie są ekspertami, ale nadal pozostają zwykłymi, kruchymi ludźmi. Czasami naprawdę lepiej więc uciec.
Nie tylko śledztwo
Choć Budapest 1899 jest przede wszystkim grą śledczą, Clockwork Engine ma pozwalać również na bardziej strategiczną zabawę oraz płynne łączenie scen społecznych z akcją.
Co ciekawe, odpowiednio dobrane słowa, manipulacja czy wykorzystanie przewagi podczas rozmowy mogą być równie skuteczne jak przemoc.
Do tego dochodzi ponad 100 kart przedmiotów, wśród których znajdziemy narzędzia, relikwie i zaklęcia, a wraz z rozwojem historii bohaterowie będą zdobywać nowe korzyści społeczne oraz kolejne zdolności.

Bez generatywnej AI
Dragonmount Press bardzo wyraźnie zaznacza również, że przy tworzeniu Budapest 1899 nie korzystano i nie będzie się korzystać z generatywnej sztucznej inteligencji do tworzenia tekstów czy ilustracji.
Wydawca dopuszcza narzędzia wykorzystujące uczenie maszynowe, które są już częścią używanych programów chociażby do sprawdzania gramatyki ale kreatywny rdzeń finalnego produktu ma pozostać w całości dziełem ludzi.
Coś czai się pod Budapesztem
Projekt otrzymał częściowe finansowanie od fundacji Pro Cultura Urbis oraz Miasta Budapeszt, a dla Dragonmount Press jest to już trzecia kampania crowdfundingowa.
Budapest 1899 trafia w bardzo konkretny klimat: historyczne śledztwo doprawione okultyzmem, folklorem i ciągłym pytaniem o to, czy potwór, którego szukamy, rzeczywiście jest potworem.
I chyba właśnie to podoba mi się tutaj najbardziej.
Bo jeżeli odpowiedź zawsze brzmi „potwór”, szybko przestaje być strasznie. Znacznie ciekawiej robi się wtedy, kiedy do samego końca nie wiadomo, czy w ciemności rzeczywiście coś było.
Jeśli macie ochotę wesprzeć projekt to zapraszam na stronę zbiórki.