Jako wielbicielka kotów, muszę przyznać, że KÖT to wyjątkowy polski solowy RPG. Okazał się hitem na tegorocznej Zjavie.
W grze wcielamy się w bezpańskiego sierściucha, który walczy o przetrwanie w miejskiej dżungli nawiedzanej przez istotę, która zaburza jego sen i zmysł orientacji. Jest to dość irytujące bo jak może być ktoś, kto przerywa nasz sen, nasz odpoczynek, nasz spokój? Istota to jednak nie listonosz czy zwykły pies lecz pradawna, obca obecność. No cóż, to jest Twoje miasto i musisz je wyrwać z rąk, łap, macek czy czegokolwiek z czym przyjdzie nam się zmierzyć.

Ten projekt narodził się z czegoś, co miało umrzeć. Cztery lata temu powstawała gra wideo, która ostatecznie się rozpadła. Kod zniknął, ale papierowy prototyp przetrwał. Kiedy do niego wróciliśmy, okazało się, że to działa i wciąga. Ogołociliśmy zasady do kości i zbudowaliśmy je od nowa. To, co było cyfrowym pomysłem, stało się fizyczną grą. Bez bugów, bez ekranów ładowania. Tylko ty, kości i miasto, które chce cię zabić.
W grze nie potrzebujemy Mistrza Gry. Wystarczy mapa, kości i instynkt zabójcy. I chociaż znamy miasto jak własne uzębienie to czujemy się zdezorientowani. Skażenie powykrzywiało rzeczywistość a nasze niezawodne instynkty jakby się popsuły. Każde przejście do nowej miejscówki jest niespodzianką.

Generator miasta
Każdy rzut kością w grze KÖT działa jak generator miasta, rysuje nową mapę miejskiej dżungli tuszem i wyobraźnią. Dzięki czemu każda rozgrywka jest unikatowa i niepowtarzalna. Skażone alejki, place czy dachy trzeba oznaczyć i odzyskać łącząc je w sieć kociego rewiru.
KÖT to nie Garfield
Jeśli pamiętacie przesympatycznego leniwego rudego kota z kreskówki Garfield z lat 90 to mogę Was zapewnić, że nasz KÖT nie ma z nim nic wspólnego. Noce nie spędza na oglądaniu telewizji i zajadaniu się pizzą czy lazanią. Nasz KÖT jest drapieżnikiem z ostrymi pazurkami, który będzie walczył z falą zmutowanej miejskiej fauny jak gobliny z kanalizacji, opancerzone szczury czy latające szczury a może to po prostu gołębie?
Nie masz wyboru, albo polujesz albo sam stajesz się ofiarą. Ale pocieszę Cię, walki są szybkie a decyzje trzeba podejmować natychmiast.

KÖT ma moc
Oprócz naszych pazurków, kłów i kociej zwinności możemy zdobyć moc czyli neonową różową breję zwaną ektoplazmą, którą wyciągasz z pokonanych wrogów. Dzięki niej możesz znaczyć teren lub handlować z Gigim Jednookim Kotem, który w swojej ofercie ma sprzęt potrzebny do przetrwania.
Siedem żyć
W trakcie walk może się tak zdarzyć, że zginiemy ale nie oznacza to koniec rozgrywki. Świat się rozmywa a Ty budzisz się na dachu, oszołomiony, ale żywy, masz w końcu siedem żyć. Jednak każda śmierć pozostawia po sobie Bliznę, która zmienia sposób gry. Nie ma nic za darmo. Zyskujesz przebłyski mocy jak chociażby widzenie duchów albo specjalne pazury ale w konsekwencji ciągną się za tobą Cienie, które wysysają siły albo przyzywają nowych wrogów. Każda kolejna Blizna sprawia, że jesteś silniejszy a jednocześnie coraz bardziej niestabilny aż do ostatniego, siódmego życia.

Mechanika gry
System opiera się na dwóch kościach, k4 i k6 oraz na tabelach, unikatowych dwudziestu czterech lokacjach i za każdym razem inną mapą miasta. To taka papierowa ruletka z zasadami, ilustracjami zmieszczona na dwudziestu ośmiu stronach. Śmierć jest tu kluczową mechaniką o czym wspomniałam wyżej.

Gra już miała swoją premierę na konwencie RPG, na tegorocznej Zjavie. Zbiórka na wersję angielską jeszcze trwa ale niebawem się kończy!
Warto zainteresować się tym projektem bo wygląda z jednej strony uroczo a z drugiej na niepokojąco wciągający. Dodam, że zbiórka spotkała się z dużym zainteresowaniem ponieważ na Kickstarterze wersja angielska została już ufundowana w 500%.
Polską wersję gry będzie można zakupić przez Wydawnictwo Hengal. Dodam na koniec, że całość została zilustrowana przez Jakuba Wiśniewskiego i Roque Romero.
To co, ostrzymy pazurki i na miasto?